Temat, jaki dziś omówię jest dość popularny wśród wędkarzy zaczynających łowić wyczynowo. Temat wyboru pierwszej tyczki jest dużym problemem dla początkującego wędkarza. Spora grupa wędkarzy kupuje nowe tyczki w paku za cztery, czy pięć tysięcy a po kilku wypadach rezygnują bo to nie dla nich. Tak nieprzemyślane decyzje wiążą się ze stratą pieniędzy. Można ratować część kasy wystawiając sprzęt na różnego rodzaju portalach ogłoszeniowych, bądź wędkarskich. Kupując tyczkę za 5000 zł chcielibyśmy odzyskać całość jednak powoli schodzimy z pułapu cenowego najpierw 4500 zł, potem 4000 zł, brak ofert kupna i znowu schodzimy w dół, 3700 zł, 3500 zł i udaje się – pierwszy chętny odkupuje sprzęt. Tracimy 1500 zł, które moglibyśmy zainwestować w inny sprzęt.

                   Wiem, że początek wpisu jest jak wstęp do jakiegoś horroru, nie chcę nikogo zniechęcać do zakupu nowego sprzętu, ja sam w przyszłym roku planuję taki zakup. W moim przypadku jest to przesiadka z używanego sprzętu, który był dla mnie nauczycielem. Zacznę od początku. Na swoim przykładzie pokażę, że lepiej zacząć od czegoś używanego. Kilka lat temu miałem okazję obserwować zmagania wyczynowców na zawodach wędkarskich. Przyglądałem się im z zaciekawieniem, bo łowiąc nad rzekami, bądź zbiornikami nie widziałem takich długich wędek. Przez długi czas widziałem, jak precyzyjnie łowią w jednym punkcie, donęcają z kubka, który sprawia, że zanęta trafia prosto w wyznaczony cel. Pomyślałem, ja też tak będę kiedyś łowił. Po powrocie do domu przejrzałem oferty firm wędkarskich, kilka z nich miało bogaty wybór tyczek. Jednak cena przyprawiała mnie o zawrót głowy. Kolega wyczynowiec z koła polecił mi, abym sprawdził używki lub spróbował od czegoś tańszego czyli bata. Oferta używanych tyczek na tamte czasy była też poza moim zasięgiem. Może nie w kwestii finansowej ale użytkowej, tzn. nie byłem pewien czy kupić używaną tyczkę, bo jak mi się znudzi to co zrobię? Jedynie pozostanie odsprzedaż ze stratą.

           Zacząłem więc od bata, najpierw była szóstka, po roku łowienia stwierdziłem, że potrzebuję nieco dłuższej. Zakupiłem bata siódemkę, który dostarczył mi niezapomnianych wrażeń i na dobre wkręcił w wir wędkarstwa wyczynowego. Sprzęt zbierałem latami, dokupywałem kolejne części tak, aby układanka wyczynu osiągnęła swój cel. W międzyczasie zacząłem startować w zawodach wędkarskich, na szczeblu koła, po zdobyciu pierwszego mistrzostwa przyszedł czas na województwo, jak na laika nie było źle dziesiąte miejsce na prawie pięćdziesięciu uczestników. W zawodach starałem się startować regularnie tak, aby zdobywać doświadczenie. Podpatrywałem lepszych zawodników na jakie wędki łowią, jakie stosują zanęty oraz gliny. Jak przygotowują robaki, jakie spławiki wybierają, to wszystko sprawiło, że jeszcze bardziej poczułem chęć na wyczyn. Po bacie, nie rzuciłem się na tyczkę ale na kosz. Mój stary własnej roboty kosz już się rozpadał. Jak będę łowił tyczką nie mając siedziska? Szybki przegląd stron internetowych, kto jaki kombajn poleca na początek, opinie użytkowników, oceny wytrzymałości i tak wybrałem swój kombajn. Wybór padł na Jaxona promatch AK-KZE001- model wyższy. Różnica była niewielka ale ja postanowiłem, że kosz posłuży mi na parę lat. Sprzęt kupiłem nowy w zaprzyjaźnionym sklepie. Oczywiście do kosza dobrałem, balkon, łapy, półkę boczną, kuwety, fajki tak, aby stanowisko było kompletne. Pierwsze wyprawy z nowym sprzętem były fascynujące czułem się jak prawdziwy wyczynowiec.

                Teraz czas na tyczkę, najpierw uczyłem się na sprzęcie kolegi. Kilka treningów i postanowiłem kupić używkę. I znowu przegląd ofert tym razem za namową kolegi skupiłem się na dwóch firmach. Na swoją tyczkę polowałem chyba ze cztery miesiące, bo chciałem żeby do tyczki był jakiś możliwy pack. Kupiłem używanego mavera z dwoma topami oraz topem do kubka, kwoty już dzisiaj nie pamiętam ale było to coś koło 1000 – 1200 zł. Pierwsze treningi tym sprzętem wyglądały dość komicznie. Ciężko się było przestawić z bata na tyczkę. Nie poddawałem się, trenowałem dość często przez co obraziły się na mnie moje spinningi oraz karpiówki. W tamtym czasie postawiłem wszystko na wyczyn. Kupowałem różne spławiki, zanęty, gliny, atraktory, dodatki. Do tego w nauce pomagały mi również filmy wędkarskie. Startowałem też w zawodach, trenowałem z kolegami. W tym roku podjąłem decyzję, że kupuję nowy sprzęt w packu za rozsądne pieniądze. Będąc na targach Rybomania w Poznaniu dobrze przyjrzałem się tyczkom. Mam swoje typy, ale jeszcze sprawdzę inne oferty. Wybieram się na targi Rybomania do Lublina, gdzie na pewno sprawdzę i porównam tyczki firm wędkarskich. Na wiosnę rozstanę się ze starym wysłużonym maverem i powitam nową tyczkę. Wędkarstwo wyczynowe sprawiło, że dziś inaczej patrzę na wędkarski świat. Nie zawsze najnowszy i najlepszy sprzęt powoduje, że stajemy się zwycięzcą. Zwycięzcą stajemy się dzięki własnemu uporowi oraz determinacji w dążeniu do wyznaczonego celu. W tym artykule chciałem podejść do tematu tyczki z innej strony, na własnym przykładzie chciałem pokazać, że na początek lepszy będzie zakup używanej tyczki. Nie chciałem omawiać i porównywać parametrów, że ta tyczka to waży 985 gram a tamta to 990 i że widzimy tu różnicę aż pięciu gramów jak to piszą producenci. Chciałem przedstawić temat od strony wędkarskiej, okiem człowieka, który wędkarstwa wyczynowego nie zaczynał od kosza za 3000 zł i tyczki za 6000 zł, ale powoli krok po kroczku wspinał się po kolejnych szczeblach wyczynu odkrywając jego uroki. Na swoim przykładzie proponuję początkującym wyczynowcom najpierw złapać bakcyla, kupić używany sprzęt, a gdy już będziemy pewni, że tego chcemy wtedy można kupić nową tyczkę w bogatym packu.

Share.

About Author

Leave A Reply

*