Sezon wędkarski powoli budzi się z zimowego letargu. Łowcy pstrągów już są w pełni sezonu, uganiają się za kropkiem. Karpiarze też zaczynają powoli swoje zasiadki, tegoroczna zima jest dla nas łaskawa. Niestety z łowieniem niektórych ryb trzeba jeszcze długo poczekać chociażby na szczupaka, czy sandacza. W marcu powoli wkraczam w świat wyczynu oraz feedera, kompletuję sprzęt na tegoroczne zawody, jak i inne zasiadki. Nim rozpocznę zmagania typowo sportowe trochę trenuję, aby przypomnieć sobie techniki łowienia oraz czy moje receptury są nadal skuteczne. Jeżeli chodzi o łowienie płoci to nadchodzi czas, gdy możemy złowić naprawdę piękne sztuki. Nie tylko standardowe 15-20 cm ale te przekraczające 30 cm długości. Tak więc jest o co walczyć. Część z nas wędkarzy traktuje płoć jako niepotrzebny przyłów. A to błąd. Często widzę feederowców, którzy klną na widok płoci zapiętej na haczyku. Dla mnie łowienie płoci to coś fantastycznego, rybę tę można spotkać w każdym miejscu w naszym kraju. Płocie dają ogromną frajdę z łowienia, wymagają sprytu od wędkarza. Co innego łowienie rekreacyjnie a inaczej odbywa się to na zawodach. Jak utrzymać przez cztery godziny płocie w łowisku? Na zawodach startuje średnio około 60 – 80 wędkarzy. Jak pokonać konkurencję łowiąc płocie? Mi od dziecka łowienie płoci kojarzy się z ziołami. Większość zanęt na płocie ma zapach ziołowy. Nie jest to bardzo intensywny aromat ale jest wyczuwalny na tle pozostałych. Producenci zanęt płociowych nie dodają zbyt dużo ziół a wiąże się to z tym, że gdy przesadzimy z proporcjami zanęty odstraszymy ryby. Należy tak dobierać skład zanęty, aby nuta ziołowa była lekko wyczuwalna, nie intensywna. Ja od lat stosuję zasadę, że aromaty ziołowe stanowią nie więcej niż 10% zanęty.

                    Moje aromaty ziołowe na płoć są niezmienne od lat. Stosuję kolendrę, anyż oraz nostrzyk. Te trzy zioła wystarczają mi w zupełności na łowienie płoci. Są oczywiście inne zioła, ale tamte stosuję sporadycznie. Aromaty te stosuję pojedynczo, bądź mieszając ze sobą. Mieszanie jest zależne od warunków, w jakich będę łowił. Mieszając aromaty nadal przestrzegam zasady 10% ziół w zanęcie. Nie robię czegoś takiego, że 10% kolendry oraz 10% anyżu, bo wtedy zioła w zanęcie osiągają wartość 20% całości mieszanki. Dochodzi tu jeszcze jeden bardzo ważny element. Są to komponenty dosyć lekkie, które w wodzie idą do góry. Działa to pobudzająco na płocie ale nie można przesadzić bo cała zanęta znajdzie się pod powierzchnią. Jeżeli chodzi o pozyskiwanie tych ziół są dwa sposoby albo sami będziemy robić albo zakup w sklepie. Ja najczęściej mielę sam w domu, nieodzownym elementem jest tutaj młynek. Polecam kupić tani młynek, na rynku jest tego sporo więc każdy kupi coś dla siebie. Na pewno robienie samodzielnie atraktorów jest skuteczniejsze. Po pierwsze dostajemy produkt, który robiliśmy sami a więc zależało nam na tym, aby był jak najbardziej skuteczny. Po drugie intensywność zapachu bije wszystkie sklepowe aromaty na głowę. Tu dodam, że zmielone zioła przechowuję w woreczkach strunowych dzięki czemu ich aromat nie zmienia swoich wartości. Sklepowe zioła nie są tak intensywne jak domowe. Polecam każdemu zrobienie testu porównującego te dwa źródła sklep i dom a zostaniecie mile zaskoczeni. W dawnych czasach wędkarze sami robili sobie zanęty z dostępnych produktów i robili to genialne, a to wyprażone a to dobrze zmieszane. My w obecnych czasach zrobiliśmy się zbyt leniwi, lepiej iść do sklepu i kupić niż zrobić samemu. Tysiące reklam działają na nas hipnotyzująco bo oto dostajemy wędkę, która sama łowi. Kołowrotek, który sam zwija żyłkę dostosowując ciężar ryby do wytrzymałości żyłki, zanęty na widok, których ryby dostają szału i same wskakują do siatki bo takie pyszne. Nie dajmy się zwieść. Czasem warto wrócić do korzeni  i zmielić trochę przysmaków w młynku a wyniki …. Sami zobaczycie ….

Share.

About Author

Leave A Reply

*